
Powiedzmy, że zdecydowałeś się zainteresować rynkiem kapitałowym. Obserwujesz poszczególne sesje giełdowe. Wrzuciłeś sobie „do koszyka” (czyli do podglądu kursu akcji) kilka spółek. Wiesz już na czym polega analiza techniczna. Zdajesz sobie sprawę – że często „co innego” mówi o prawdopodobnym przyszłym kursie akcji spółki analiza fundamentalna. Wiesz jak składać zlecenia i wiesz, że w dogrywce (część sesji giełdowej – w Polsce od godz. 16.20 do 16.30) nie możesz już składać zleceń kupna. Miałeś na to czas w poprzedzającej dogrywkę przerwie – zwanej fixingiem. Jesteś świadomy co powoduje, że kurs albo leci albo pcha się w górę – przede wszystkim działa tutaj psychologia tłumu.
Słowem – jesteś przygotowany. Przelewasz pieniądze na rachunek maklerski i zamierzasz odnieść sukces na giełdzie.
Zadajesz sobie więc pytanie:"Kto osiąga sukces na giełdzie?”
Sprawa jest bardziej skomplikowana niż Ci się wydaje.
Powienieś przede wszystkim ustalić, odpowiedzieć sobie sam i wyznaczyć plan koncentrując się na poniższych dwóch punktach.
1)MOMENT WEJŚCIA NA GIEŁDĘ
2)DEFINITYWNY MOMENT WYJŚCIA
Tylko wtedy – gdy będziesz miał orientację w obszarze tych dwóch punktów czasowych, możesz ocenić czy osiągnąłeś sukces czy poniosłeś porażkę.
Sukces na giełdzie jest bowiem relatywnym pojęciem.
Pamiętam jak kilka miesięcy temu mój dobry kolega zadzwonił do mnie i powiedział „Człowieku, zarobiłem cztery i pół tysiąca złotych w 3 dni”. Pogratulowałem mu, bo przecież mógłby tego nie zarobić – gdyby siedział bezczynnie poza rynkiem. Pamiętałem jednak o tym, że wcześniej dużo więcej stracił pieniędzy – nie mając wiedzy dotyczącej praw poboru.
Krótkie wyjaśnienie na ich temat. Kiedy spółka akcyjna postanawia, że na nowe inwestycje zdobędzie pieniądze od akcjonariuszy – może skorzystać z takiego rozwiązania, że obecni akcjonariusze – dostają prawa pierwszeństwa zakupu akcji z nowej emisji. Nie dzieje się to jednak za darmo. Od obecnych akcji zostają „odcięte” prawa poboru – przez co obecne akcje tracą na wartości. Prawa poboru można sprzedać, wykorzystać do kupna nowych akcji lub – jak mój kolega – „zapomnieć” o nich i w odpowiednim terminie ani nie sprzedać ani nie kupić akcji z nowej emisji. Wówczas wartość praw poboru przepada bezpowrotnie.
Co do drugiej kwestii dotyczącej definitywnego momentu wyjścia z giełdy – sprawa ma się podobnie. Znów ten sam kolega – tym razem na żywo w pubie – „stawia kolejkę” i oświadcza w naszym gronie „ZAROBIŁEM NA SPÓŁCE „X” (tu podaje nazwę) - JESTEM DOBRY”.
Cieszyłem się razem z nim, lecz przy końcu spotkania – na pożegnanie powiedziałem mu "Skończ z tym - przynajmniej na pewien czas”. Nie posłuchał mnie. Dlatego na fali „Zwycięstwa” dokonał jednej jeszcze większej transakcji na zakup akcji spółki bliskiej bankructwa.
Oczywiście prezes spółki uspokajał drobnych inwestorów, że obecne zaniżanie kursu jest zwykłą „promocją” i kto z niej nie skorzysta – ten baran.
Mój kumpel nie chciał być baranem.
Płacąc za jedną akcję około 3 zł – w krótkim czasie mógł za nie dostać
najwyżej 3 - 4.... GROSZE!!! Kupił ich bardzo dużo. Musiał pożegnać się z wizją kupna nowego samochodu z salonu – na którego wcześniej było go stać.
Prawda jest taka, że na „bankrutach” tak samo jak na debiutach – można było zarobić na początku kapitalizmu w Polsce. Teraz ta sztuka jest o wiele trudniejsza.
Do czego zmierzam?
Do tego, aby uzmysłowić Wam, jak bardzo ocena, czy ktoś osiągnął sukces na giełdzie, czy nie – jest relatywna.
Może być przecież tak, że komuś w tym roku udało się zarobić sporo, jednak koszty jakie w to włożył to kilkuletnie ogromne porażki finansowe. Ten jednak będzie się cieszył – bo ma prawo się cieszyć – nie zdając sobie sprawy z tego jak wiele w ten tymczasowy sukces włożył.
Może być również tak, że osoba, która „urodziła się w czepku” całe życie wygrywała małe lub średnie sumy pieniężne po to – aby będąc na emeryturze – postawić wszystko. Przegrywając – nie jest już szczęściarzem.
Zastanów się zatem, na jak długo decydujesz się wejść na giełdę. Jeśli już wszedłeś i poniosłeś straty, pamiętaj, że – dopóki nie masz ustalonego momentu wyjścia – nie możesz mówić o porażce. Jeśli zarabiasz, „trzeźwo” oceniaj swoją sytuację, żeby nie stracić.
Ani nie zachęcam, ani nie zniechęcam do grania na giełdzie. Napisałem tę notkę dla informacji - niby oczywistą dla niektórych. Szczególnie dla tych, którzy trzymają się „z dala” od rynku kapitałowego. Dla tych, którzy zaczynają lub którzy są „w trakcie” sprawa nie musi być wcale tak oczywista. Dla nich bowiem giełda może już nie być niewinną zabawą, czy sposobem zarobku – a czystym hazardem.
Mogą nimi rządzić emocje, które zagłuszają prawdę.
Ja jestem za chłodną analizą – jeśli chodzi o giełdę. Pamiętajcie, że emocje mogą być dla Was wskaźnikiem dalszego zachowania się kursu akcji – jednak zawsze starajcie się być „poza nimi”.
Chłodno oceniajcie rzeczywistość, albowiem nie zawsze jest tak pięknie, jak się wydaje.
Jeśli Wam się nie uda, bądźcie sami przed sobą szczerzy, prawdziwi. Przecież to tylko pieniądze.
Jeśli Wam się uda, bądźcie świadomi, że emocje związane ze zwycięstwem – mogą być pośrednią przyczyną dotkliwej porażki. Czego nikomu nie życzę.
Marcin / integralny@gmail.com
poniedziałek, 7 lipiec 2008
Sukces na giełdzie?
niedziela, 6 lipiec 2008
Im bardziej przed nim uciekasz, tym bardziej on Cię goni - czyli o tym, w jaki sposób próbujemy uwolnić się od lęku
Dzisiaj opowiem Wam, w jaki sposób w naszej kulturze unikamy lęku, jak się go pozbywamy i zrzucamy z siebie („zrzucamy” w przenośni, lecz nie pozbywamy się go na trwałe korzystając z poniższych sposobów). Jedynie dobry wgląd, który może być skutkiem dobrej psychoterapii lub skutkiem własnych, rzetelnych refleksji – może na stałe uwolnić nas od lęku. Dzisiejsza notka opiera się na koncepcji Karen Horney, słynnej niemieckiej psychoanalityk.
W naszej kulturze ludzie często, aby obronić się przed lękiem stosują:
1) RACJONALIZACJĘ
- Czyli najzwyklejszy w świecie irracjonalny lęk – człowiek będzie zamieniał w strach. Będzie szukał powodów, argumentów, aby potwierdzić, że jego obawy są uzasadnione, że nie odczuwa lęku – tylko się boi. Ma ku temu podstawy, i tylko człowiek zupełnie „bezmyślny” nie bałby się w takiej sytuacji. Co powoduje racjonalizacja? Człowiek racjonalizujący cały czas trzyma się sztywno swoich przekonań a jakiekolwiek próby zdjęcia z jego sposobu widzenia świata „racjonalności” - kończą się niepowodzeniami i jeszcze większym przymusem racjonalizowania. Przecież na tym polega ta obrona przed wszechpotężnym lękiem – a im bardziej człowiek racjonalizuje, tym bardziej ten lęk jest silniejszy.
Jeśli zauważysz u jakiegoś człowieka takie zachowanie, że robi coś, co jest Twoim zdaniem „głupie”, co mimo, że zbudowane na logicznych fundamentach, oparte na statystyce czy wyliczeniach matematycznych, „nijak” ma się do realności – wyraź swoje zdanie na ten temat, i zastanów się – co ten człowiek poprzez to zasłania, czego się lęka. W ten sposób Twój stosunek do niego będzie cieplejszy a i on to z pewnością dostrzeże i odwzajemni Ci się.
2) ZAPRZECZANIE
- To z kolei wymazywanie ze świadomości lęku. Człowiek taki nie będzie świadomy, że czegoś się lęka, będą go jednak dręczyły takie dolegliwości fizyczne jak dreszcze, pocenie się przyspieszone bicie serca, potrzeba częstego oddawania moczu.
Człowiek taki „na pozór” nie będzie się niczego bał. Jest przecież osobą dojrzałą. Nie pozwoli, aby jego życie zdeterminowane zostało obawami o coś. Niestety mimo, że świadomie nie lęka się niczego, jego ciało daje temu wyraz w postaci obajwów cielesnych. Nie oszukamy swojego ciała. Podobnie w obszarze psychiki – będzie odczuwał ciągły pośpiech bądź sparaliżowanie, ponieważ zaprzeczenie istnienia lęku nie może tego lęku wyeliminować. Będzie on cały czas się ukazywał w „zamaskowany” sposób.
Nie warto zaprzeczać, lęk i tak do nas wróci. Aby się od niego uwolnić, zaakceptuj najpierw to, że w Tobie jest.
Trzecim sposobem na uwolnienie się od lęku jest:
3) ODURZANIE
Polega to na przykład na przyjmowaniu substancji psychoaktywnych. Picie alkoholu, narkotyki, czy oglądanie TV. Ostatnio na moim blogu PSYCHIKA.net pewna Czytelniczka napisała w komentarzach – pod notką „Lęk podstawowy”, że nie zna osób niewykształconych, „prostych”, siedzących przed TV i pijących piwo - którzy mieliby ze sobą problemy i cierpieliby na nerwicę. Nerwica nie jest jednak domeną tylko ludzi o szerokich horyzontach myślowych.
Odurzanie się jest w tym przypadku sposobem na obronę przed lękiem osoby „nic nierobiącej”, „pijącej piwo” i „siedzącej przed TV”. Warto pamiętać, że im bardziej taka osoba się odurza, tym bardziej wypiera w sobie lęk. Odurza się i piwem i programami telewizyjnymi. Oba czynniki uzależniają. Jeśli nie poznała innych sposobów na poradzenie sobie z tym lękiem, będzie stosowała tą samą strategię przed długi czas.
Odurzanie się to nie tylko bezmyślne picie piwa. To również oddawanie się zabawom, spotkaniom towarzyskim. Granie na giełdzie. Granie w karty. Kompulsywna potrzeba podróżowania. Czytania. Czyli robienie tego wszystkiego, co normalny człowiek robi z innych powodów – niż uciekanie przed samym sobą, uciekanie przed faktem, że lęk tkwi w nas.
”Lubię oglądać tv i podróżować, robię to z potrzeb poznawczych, chcę poznawać to, czego nie znam. Kiedy jestem zmęczony, nie mam ochoty nic poznawać dlatego gaszę tv, dlatego nie wybieram się na wycieczki” – tak powiedziałby człowiek zdrowy, bez lęku.
Czwartym sposobem na ucieczkę przed lękiem w naszej kulturze jest:
4) UNIKANIE MYŚLI, DĄŻEŃ I SYTUACJI
Człowiek może być świadomy, że boi się nurkowania. Wówczas świadomie będzie unikał takich sytuacji, aby nie musieć nurkować.
Nie musi sobie jednak uświadamiać źródła lęku. Będzie odkładał na później „zadzwonienie do kogoś”, napisanie maila czy naukę do egzaminu. Może „udawać" przed samym sobą, że tak naprawdę to, że boi się zwrócić komuś uwagę – jest nieistotne. Osoba bojąca się odrzucenia ze strony społeczeństwa, może „wmówić” sobie, że nie lubi chodzić na imprezy. Znasz kogoś takiego? Może spojrzysz teraz na niego inaczej?
Jeśli unikanie doszło już do takiego etapu, że dzieje się automatycznie, mamy do czynienia z zahamowaniem. W sferze seksualnej zahamowanie może przyjąć formę oziębłości seksualnej bądź impotencji (choć ich przyczyna jest często dużo bardziej złożona). W sferze psychicznej – nieumiejętność kształtowania własnej opinii, unikanie kontaktów z innymi ludźmi itd.
Zgodnie z myślą Karen Horney, nasza kultura jest źródłem wielu lęków – dla nas wszystkich, którzy znajdujemy się w obszarze jej oddziaływań. Z tego też powodu każdy z nas nauczył się korzystać przynajmniej z jednej z wymienionych wyżej czterech metod na obronę przed lękiem.
Tylko osoby, które wyszły „poza kulturę” nie lękają się niczego, ani norm, ani reakcji innych ludzi. Jak jednak wyjść poza kulturę – żyjąc w niej? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.
Być może odnajdziecie na to sposób podczas lub w medytacji. Być może „przebłysk” pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. Najważniejsze to być sobą – i zdawać sobie sprawę, jak wiele rzeczy na nas może wpływać. Badać – „jak ja zachowuję się, kiedy te rzeczy na mnie wpływają”. Nie mówię, aby stać się zupełnie przeciwnym normom kulturowym, aby „zniszczyć” kulturę. Badajmy jak kultura wpływa na nas, rozumiejmy, jak środowisko, w którym dorastaliśmy i które na nas wpływa obecnie - mogło nas ukształtować i wciąż nas kształtuje.
Kiedy uświadomimy sobie i zrozumiemy wszystkie czynniki nas kształtujące – odnajdziemy nasze prawdziwe ”ja”.
Kiedy przestaniemy bronić się przed lękiem - wtedy pozwolimy mu się pojawić i „zaprzyjaźnimy” się z nim. Może okaże się, że wcale nie musimy przed nim uciekać:)
Dobrego wglądu i sobie i Wam życzę:) Pozdrawiam:)
Marcin / integralny@gmail.com
Książka, na której się opierałem pisząc tę notkę:
Karen Horney, "Neurotyczna osobowość naszych czasów"
sobota, 5 lipiec 2008
Jak wygrać na giełdzie? - Nie myśl o pieniądzach
Brzmi paradoksalnie? Wiele osób po przeczytaniu tego tytułu powie pewnie: „Jak to mam nie myśleć o pieniądzach? Przecież na tym polega gra na giełdzie, żeby zarabiać pieniądze!”
Jest w tym zdaniu sto procent racji.
Chcę jednak zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz.
Pamiętaj, abyś przez cały czas to Ty był Panem Twoich akcji a nie chciwość. Nie pozwól, aby chciwość zawładnęła Twoimi decyzjami na parkiecie.
Zanim zaczniesz grać na giełdzie, poznaj dokładnie w jaki sposób działa giełda. Dowiedz się jak podzielona jest sesja giełdowa, z jakich części się składa. Sprawdź kiedy możesz składać zlecenia, i poznaj wszystkie opcje ich składania. Zastanów się w jaki sposób wpływa na naszą Warszawską Giełdę to – że w Stanach i Japonii mamy różne strefy czasowe – a tym samym sesje giełdowe rozpoczynają się o innej godzinie. Wszelkie informacje płynące to z Japonii to ze Stanów – mogą mniej lub bardziej subtelnie wpływać na nastroje nad Wisłą.
Dlaczego uważam, że aby wygrać na giełdzie nie należy myśleć o pieniądzach?
Wielu ludzi kieruje się na giełdzie chciwością, nieograniczoną chęcią zdobycia jak najwięcej. Kiedy zarabia na spółce 30 % - chce więcej. Kiedy traci 30 % nie odpuści póki nie odrobi. Wtedy to w grę wchodzą emocje – które z reguły koncentrują się na dwóch aspektach:
1. "Chcę zarobić więcej" - inwestor trzyma papier aż kurs zacznie spadać, jeśli trochę spada - nie martwi się tym, jeśli bardzo mocno spada - patrz punkt drugi.
2. "Chcę odrobić straty" - sprzedaje i kupuje inny papier, "na chybcika".
W obu przypadkach dominuje chciwość.
Wówczas przeciętny drobny inwestor przestaje już myśleć o powodach, dla których kupił spółkę.
O tym, że – być może – przeanalizował dokładnie sytuację spółki, siedząc kilka dni, tygodni nad raportami, sprawdził czy jej usługi, produkty mają zbyt. Zapomina też o tym, że tak naprawdę wszedł na giełdę z chęci – współuczestnictwa w rozwoju gospodarczym kraju. Zapomina o tym, że nie z chęci zdobycia „papierków” wszedł na parkiet – a dlatego, że chciał, aby spółka się rozwijała. A on wraz z nią. Jako współposiadacz.
Myśli tylko o tym, jak odrobić straty, wycofuje gotówkę ze spółek, które – w dłuższym okresie – mają szansę zarobić bardzo dużo pieniędzy i ładuje kapitał w tak zwane "śmieciowe" papiery, które są bliskie bankructwa. Bez analizy. Bez przemyślenia. Dla pieniędzy. Z czystej chciwości.
Wtedy to zaczyna się szaleńcza gra na giełdzie – a kończy inwestowanie.
Z osobistego doświadczenia wiem, że pochopne decyzje zawsze kończyły się dla mnie źle. Robienie czegoś tylko dla pieniędzy – sprawia, że gubimy cel, zatracamy się sami w sobie, możemy nawet zapomnieć kim jesteśmy. Jesteśmy ludźmi – a nie maszynkami do generowania pieniędzy.
Wchodząc na parkiet, zastanów się zatem, czy Twoje nerwy są na tyle silne, aby znieść wahania kursu, aby nie kierować się emocjami – a dobrymi, rzetelnymi analizami. Zastanów się też, czy masz czas – aby nie wycofywać pieniędzy zbyt szybko, aby pozwolić im zacząć pracować. Dla dobra spółki. Dla Twojego dobra.
Dla satysfakcji.
Marcin / integralny@gmail.com
czwartek, 3 lipiec 2008
Zdobywaj szczyty! - czyli o tym, co jest normalne a co nie
Zanurzeni w kulturze – czasami nie potrafimy wychylić nosa spoza tego, co nas otacza.
Albo nie posiedliśmy takich umiejętności – albo czasami po prostu z lenistwa – nie chce nam się spojrzeć na życie inaczej, na nowo. Moim zdaniem, warto się wysilić.
O tym, jak oddziaływuje na nas kultura Zachodu i Wschodu pisałem już kilka dni temu w notce Właśnie jesteś. Nakreśliłem wówczas zarys tego, jak bardzo medytacja może pomóc nam w doskonaleniu umiejętności wglądu – doświadczania i rozumienia siebie samego takim, jakim się jest.
Dzisiaj zastanowimy się nad tym, czym jest normalność.
Karen Horney, psychoanalityk niemiecka, o której teoriach pisałem już na PSYCHICE.net kilkakrotnie, również zastanawia się nad podobnym zagadnieniem w swojej książce „Neurotyczna osobowość naszych czasów”– a ściślej mówiąc sugeruje, że o tym, czy ktoś jest neurotykiem, czy nie – nie decydują jakieś obiektywne, niezmienne cechy – lecz jedynie odstępstwa od norm kulturowych. A te – jak wiadomo – w każdej kulturze są inne.
I tak: w naszej kulturze, kulturze Zachodu, dominuje przekonanie, że normalne i pożądane jest to, aby zdobywać jak najwięcej, jak najwięcej zarabiać, rozwijać się, jak najwięcej konsumować, ogólnie rzecz biorąc – aby zdobywać szczyty. Na Wschodzie jest inaczej, tam najważniejsze jest wspólne dobro, indywidualizm jest odstępstwem od normy a zdobywanie szczytów jest takim samym wartościowym doświadczeniem jak sama wspinaczka.
Aby nadmiernie nie generalizować i nie dzielić Świata wyłącznie na Wschód i Zachód przytoczę kilka przykładów z wyżej już wspomnianej książki Karen Horney opisujących bardziej szczegółowo jak relatywne jest nazwanie zachowania „normalnym”.
W naszym świecie, taki przykład wprowadza Karen Horney próbując opisać nierozłączność zachowań nerwicowych z kontekstem kulturowym, dziewczyna, która rezygnuje z możliwego awansu w pracy – tylko dlatego, że „ma zasady” i nie chce utożsamiać się ze zwierzchnikami, których polityki prowadzenia firmy po prostu nie może zaakceptować – będzie traktowana jako osoba neurotyczna. Coś jest z nią przecież nie tak! Taka sama dziewczyna – nieujawniająca potrzeb rywalizacyjnych żyjąca wśród Indian Pueblo traktowana byłaby jako – zupełnie normalna.
Artysta plastyk, któremu „nie chce się” pracować więcej niż musi, a starcza mu pieniędzy na podstawowe potrzeby, woli spędzać czas bawiąc się, pijąc wino i spotykać się z ludźmi zamiast pracować na „lepsze życie” – również będzie traktowany jako osoba „nienormalna”. Neurotyczna? Podczas gdy taki sam facet żyjący na wsi w południowych Włoszech czy Meksyku będzie traktowany jako zupełnie normalny. Karen Horney dodaje, że w starożytnej Grecji praca służąca zarabianiu więcej pieniędzy „ponad to” co jest najpotrzebniejsze – traktowana była jako coś wręcz nieprzyzwoitego.
Różne kultury mają różne poglądy na temat „normalności” - ale również ta sama kultura odmiennie postrzega te same aspekty na przestrzeni czasu. Kiedyś na przykład kobieta, która miała wcześniejsze kontakty seksualne z mężczyznami traktowana była jako „kobieta lekkich obyczajów”, „niegodna przyzwoitego mężczyzny”. Była to kulturowa norma. Dzisiaj - myślącej tak o sobie kobiecie przypisano by nerwicę.
Nie ma definicji normalności?
Jest – ale w obrębie danej kultury w danym czasie.
Zanim zacząłem studiować psychologię w Poznaniu, miałem okazję mieszkać i uczyć się w Goettingen, niemieckim miasteczku studenckim - gdzie miałem styczność z wieloma kulturami. Spora część studiującej tam młodzieży (i nie tylko młodzieży) to obcokrajowcy - różne kultury przesycały się wzajemnie a przez to każdy uczył się czegoś nowego, odmiennego spojrzenia na świat, bogacił się w doświadczenia. Czasami zastanawiałem się jak ona może tak to robić, przecież to nie tak. Jak on może w taki sposób myśleć i czuć się z tym OK. My – ludzie tworzymy kulturę a kultura tworzy nas. Obserwowałem jak różne podejścia do życia mają ludzie wywodzący się z różnych krajów. Pytałem co jest dla nich ważne. Badałem.
Wciąż mnie to fascynuje.
Trzeba pamiętać o tym, że po pierwsze każdy z nas jest indywidualnością samą w sobie, a dwa: nasza osobowość jest częściowo kształtowana przez kulturę.
Czasami to, na co mamy ochotę zostaje nam zakazane przez normy kulturowe. Od nas zależy czy im się poddamy, czy nie. Normy kulturowe są dla ludzi a nie na odwrót. To od nas zależy czy uznamy je jako faktycznie dobre lub złe dla nas, czy zrobimy tak jak czujemy.
Życzę Wam i sobie świadomości zanurzenia w kulturze i wpływu jej na nasze niektóre zachowania. Czasami naprawdę warto spojrzeć nieco inaczej, a to, że ktoś mówi „To nie jest normalne” – to jego sprawa. Póki robimy to, czego pragniemy, nie wyrządzamy nikomu szkody – i czujemy się ok - czasami nawet nie warto spierać się i tracić energii na rozstrzyganie „kto ma rację, co jest normalne”.
Pamiętajmy o tym, że normy kulturowe są dla nas – ludzi a nie na odwrót. One mają nam służyć. A jeśli przeszkadzają nam w czymś istotnym – może warto dokonać redefinicji?
PS. Podczas pobytu w Niemczech bardzo polubiłem i zaprzyjaźniłem się z Hiszpanami, dlatego kibicowałem temu krajowi całym sercem na Mistrzostwach:)
Pozdrawiam serdecznie Czytelników Psychiki.net
Marcin / integralny@gmail.com
środa, 2 lipiec 2008
EROTYCZNE DOZNANIA NIEMOWLAKÓW
Człowiek jest istotą, która gromadzi w swojej psychice osobiste doświadczenia od najwcześniejszych lat swojego życia.
Jak się okazuje popęd seksualny – służący zasadniczo do tego, aby utrzymać gatunek – nie ogranicza się tylko do samego stosunku seksualnego – a również obejmuje zachowania związane z macierzyństwem.
Pierwszych doznań erotycznych niemowlę doświadcza wraz z pieszczotami, tak przynajmniej uważa Antoni Kępiński (jeden z najwybitniejszych polskich psychiatrów).
Wielu badaczy ludzkiej natury utrzymuje poza tym, że jednoznacznymi przejawami seksualnych zachowań dzieci w tym wieku – jest niemowlęca masturbacja i erekcja.
Kiedy matka dotyka, przytula dziecko, dostarcza mu w pewnym sensie doznań erotycznych. 
Dzieci pozbawione pieszczot gorzej się rozwijają, są bardziej nieufne, ich życie uczuciowe jest zagmatwane, nieuporządkowane. Może dojść u nich do zahamowań lub zaburzeń rozwoju fizycznego i umysłowego. W skrajnych przypadkach również - do śmierci.
Przede wszystkim jednak – pieszczoty, które otrzymujemy bądź nie - w okresie niemowlęcym wpływają na nasze późniejsze życie erotyczne. Kępiński uważa, że dla każdego człowieka istnieje odpowiednia konstelacja bodźców seksualnych, wzorców, których nauczył się już jako dziecko – a które to najłatwiej wyzwalają w nim doznania podniecenia płciowego.
Często powtarzamy te wzorce w dorosłym życiu i nawet „zaczynając” nowy związek, chcąc wszystko odmienić i mając nadzieję, że teraz już będzie inaczej – powtarzamy schematy związane z naszym erotycznym życiem. Ciężko jest je zmienić – w tym pomagają nam seksuolodzy.
Pieszczoty są dziecku potrzebne zatem tak samo jak woda, pożywienie, powietrze. A może nawet jeszcze bardziej! Mógłby to obrazować eksperyment Harlowa.
Stworzył on w nim dwie sztuczne Matki-Małpy: jedna mięciutka, miła w dotyku, druga druciana – ale za to z butelką mleka. Jak się okazywało – żywe małpki szukając matki – nie odstępowały tej „miłej” w dotyku na krok, jedynie na krótki czas karmienia. Większość czasu jednak wołały spędzać u boku Matki, do której mogły się przytulić.
Jak ważne są doznania erotyczne niemowlaków już chyba wiecie.
Mam nadzieję, że – jeśli jesteście rodzicami lub macie zamiar mieć dzieci – spojrzycie teraz na kwestię pieszczot nieco inaczej, jako na naturalną potrzebę dziecka – potrzebną do zdrowego rozwoju psychicznego i fizycznego.
Jakość naszego życia erotycznego jest bowiem częściowo uwarunkowana rodzajem pieszczot, jakie otrzymaliśmy – będąc małymi dziećmi.
Marcin / integralny@gmail.com
poniedziałek, 30 czerwiec 2008
"Mam dość bycia singlem!" - temat wciąż otwarty

Pamiętacie notkę „Mam dość bycia singlem” ?
...
Jak odnaleźć swoją Drugą Połowę?
Czekam na opinie i porady Czytelników, na których podstawie napiszę artykuł na temat „Jak odnaleźć swoją Drugą Połowę?” . Oczywiście Wasze porady zostaną wykorzystane anonimowo (jeśli nie zażyczycie sobie inaczej). Na maile czekam do końca czerwca pod adresem: integralny@gmail.com
Dzisiaj mija termin nadsyłania Waszych głosów w tej kwestii. Nie nadeszło zbyt wiele propozycji, dlatego postanowiłem pozostawić ten temat otwarty. Wciąż wolicie wypowiadać się korzystając z systemu komentarzy notek. Napiszę artykuł na ten temat w momencie uzyskania kilkunastu pomysłów. Czekam wciąż na Wasze maile:)
Termin zatem przedłużam do odwołania.
Marcin / integralny@gmail.com
niedziela, 29 czerwiec 2008
Właśnie jesteś
My, Polacy, dorastamy na tak zwanym Zachodzie. Krzewi się w nas tak zwaną kulturę Zachodu, począwszy od ideologii zdobywania jak najwięcej, a na religii kończąc.
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo to, że mieszkamy na „Zachodzie” wpływa na nasze myślenie o sobie?
Sam jestem chrześcijaninem – wciąż wyznaję religię, w której zostałem wychowany, uważam, że jest ona ok., co nie oznacza, że nie staram się poszukiwać rozwiązań poszerzania swojej świadomości, które rozwinęły inne kierunki myślenia.
Chodzi mi dzisiaj o myśl buddyjską. Traktuję buddyzm – jako swego rodzaju filozofię życia, dla której znajduję miejsce w swoim integrującym się wewnętrznym świecie myśli i odczuć. Miałem okazję poznać praktyki związane z tą religią, jednak kilka rzeczy mi po prostu w niej nie pasuje - dlatego nie jest ona "moją religią". Traktuję ją jako „narzędzie”. Ha! Może właśnie o to w niej chodzi;) ?
Szanuję buddyzm – filozofię „uważności”, która jest tak bardzo potrzebna na Zachodzie.
Mędrcy, jogini i mistrzowie zen uważają, że my – ogólnie jako ludzie – rzuceni w wir pracy, rzuceni w kulturę „osiągnięć”, pożądania, chciwości i nienawiści – tak naprawdę nie żyjemy na jawie, lecz jesteśmy pogrążeni we śnie. Gubimy gdzieś to, co jest najważniejsze w życiu. Nie chodzi stricte tylko o kulturę Zachodu. Ogólnie nasza - jako ludzi - świadomość jest mocno ograniczona.

Dlatego musimy się przebudzić, aby dojrzeć całość samego siebie. Musimy stać się uważnymi obserwatorami naszych wewnętrznych sił. Wtedy będziemy żyć naprawdę. Wtedy poznamy smak szczęścia.
Aby stać się uważnym należy medytować. Na czym to polega? Na tym żeby przyjąć określoną pozycję – jak to widać na filmach? Na tym, żeby skupić się w ciszy, wyizolowanym od świata na pustyni?
Wcale nie.
Medytacja polega na uważności. Oznacza szczególny rodzaj uwagi, kiedy jesteśmy skoncentrowani na chwili obecnej, kiedy nie rozstrzygamy czy coś jest dobre czy złe, kiedy akceptujemy chwilę i jesteśmy jej świadomi.

Życie składa się z chwil a my – myśląc cały czas o przeszłości lub przyszłości (w psychologicznym znaczeniu o tym co dalekie) możemy stracić szansę.
Szansę na nowe życie.
W języku psychologów chodzi tutaj o umiejętność wglądu – czyli poznania tego, co w nas głęboko, poszerzania świadomości i integracji wszystkich jej poziomów. Doświadczanie całym swoim człowieczeństwem – tego, co dzieje się w nas teraz.
Marcin / integralny@gmail.com
Polecam:
Jon Kabat-Zinn “Gdziekolwiek jesteś, bądź”, Przewodnik Uważnego Życia, Ipsi Press



